TK



Wielka Brytania się rozwodzi?

Anthony Smith| Fundusz Spójności| James Cameron| Margaret Thatcher| Nick Clegg| prekariat| Wielka Brytania

włącz czytnik

Relacja tantryczna

Tym bardziej, że teraz Europa ma same problemy. Bezrobocie rośnie, zwłaszcza wśród młodych Europejczyków, których już dziś nazywa się „straconym pokoleniem” lub „generacją prekariatu”. Niezależnie, czy to medialne wyolbrzymienie, czy pop-socjologia, faktem jest, że w UE aż 26 mln osób do 25-go roku życia nie ma pracy.

Prognozy ekonomiczne też nie napawają optymizmem. Gospodarka strefy euro wciąż się kurczy, a szybkie rozwiązanie kwestii wspólnego budżetu na lata 2014-20 stoi pod znakiem zapytania, zaś wieści z Aten, Rzymu i Madrytu mogą wpędzić w depresję niejednego eurokratę. W tym kontekście nawet amerykański „klif finansowy” wygląda nad wyraz pozytywnie.

Dlatego obserwatorów niespecjalnie dziwi, że sceptyczni co do swojego miejsca we wspólnocie Wyspiarze coraz głośnie zaczęli mówić o realnym wyjściu z Unii. Ba, o możliwości oceny unijnych zobowiązań prawią nawet laburzyści! Doniesienia o referendum są coraz częstsze i bardziej konkretne. Premier David Cameron, sam umiarkowany eurosceptyk, mocno naciskany przez antyunijne „tylne ławy” z Partii Konserwatywnej, ogłosił we wrześniu, że relacja Londynu z Brukselą może wymagać „świeżej oceny”. Ożywiło to nadzieje torysowskich „jastrzębi” (w liczbie około 80 posłów), którzy otwarcie nawołują do referendum na „tak” lub „nie” dla Unii. Wczoraj natomiast premier ogłosił, że do formułowania ostatecznej wizji polityki europejskiej podchodzi „tantrycznie”. „Wiem, że wszyscy czekacie na moje wystąpienie w sprawie Europy. To polityczna tantra. Finał będzie więc lepszy niż oczekujecie” – zapewnił dwuznacznie.

I ocenił, że na to, co teraz dzieje się w Europie można spojrzeć na trzy sposoby: to, co jest właściwe dla kraju; to, co jest politycznie osiągalne i to, co można osiągnąć dyplomatycznie. To bardzo przenikliwa analiza bardzo sprawnego polityka, jakim jest David Cameron. Ale i on sam musi wiedzieć, że kwestie brytyjskiej obecności w „Europie” (ciekawe, że Wyspiarze swoją geograficzno-polityczną odrębność podkreślają także językowo – Europa jest zawsze „poza”, transcendentna), są bardziej skomplikowane niż referendum in-or-out.

Świat

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.