TK



M. Kozłowski: Europejska solidarność i Syria

al Bagdadi| aneksja Krymu| Front Al Nusra| Hezbollah| Irak| Iran| ISIS| Izrael| Krym| Kurdowie| Palyra| Państwo Islamskie| Rosja| Syria| USA

włącz czytnik
M. Kozłowski: Europejska solidarność i Syria
Rosyjski ZIL w rosyjskiej bazie morskiej w Tartus w Syrii. Foto: ridus.ru, Wikimedia Commons

Napływająca – dosłownie  –  ogromna fala uchodźców z Bliskiego Wschodu, głownie z Syrii, a także z Północnej Afryki  wywołała głęboki kryzys w instytucjach  Unii Europejskiej, a także podzieliła Europę.  Nie jest to podział tylko pomiędzy krajami, lecz głęboki podział we wszystkich europejskich społeczeństwach. W Polsce, gdzie jak dotychczas nie dotarł jeszcze żaden uchodźca z Bliskiego Wschodu, podział ten jest szczególnie ostry i wyrazisty.  Mimo jednak owych podziałów wszyscy zaangażowani w spór, w Polsce i w całej Europie powtarzają jak mantrę to samo zaklęcie: „Z obecnym kryzysem walczyć trzeba u źródeł”. Jak dotychczas jednak nikt owego zaklęcia nie próbował rozwinąć. Nikt bowiem nie przedstawił własnej recepty jak owa walka „u źródeł” miałaby wyglądać jak przebiegać i czym się zakończyć.

Obecnie największym „producentem” uchodźców  jest Syria. W tym ponad dwudziestomilionowym kraju od czterech lat trwa wojna domowa, a fronty tej wojny są tak skomplikowane, że mało kto je rozumie. Nawet ci, którzy w tej wojnie biorą udział, na przykład Amerykanie.

Według znawców przedmiotu  w konflikcie syryjskim uczestniczy co najmniej tysiąc podmiotów, miejscowych i zagranicznych. Są to najprzeróżniejsze organizacje, grupy  i grupki zbrojne organizacje emigranckie no i oczywiście liczne państwa, ich siły zbrojne, doradcy, dyplomaci, organizacje międzynarodowe i tak dalej i tak dalej. Nazwy, zasięg działania tworzące  i rozpadające się koalicje zmieniają  się jak w kalejdoskopie przy czym organizacje współdziałające na jednym terenie mogą na innym ze sobą krwawo walczyć i na odwrót. Co więcej sytuacja dzisiejsza za tydzień, a najdalej za kilka tygodni może wyglądać zupełnie odmiennie. Spróbuje jednak zdając sobie sprawę  z ogromnych uproszczeń przedstawić głównych graczy z zastrzeżeniem, że jest to sytuacja na dziś czyli na drugą połowę września 2015 roku.

Niewątpliwie najważniejszym graczem wciąż pozostaje formalnie rządzący całym krajem, a faktycznie kontrolującym ok 16 procent powierzchni i około 30 procent legalny rząd i stojący na jego czele  prezydent Baszar Asad. To właśnie krwawo stłumiony bunt przeciw jego dyktatorskiej władzy doprowadził do zbrojnego oporu i był początkiem wojny domowej. Sam Baszar wykształcony w Londynie lekarz okulista, podobnie jak jego ojciec lubi o sobie mówić „niezłomny”.

W jego przypadku nie jest to przechwałka na wyrost. Mimo utraty większości terytorium, mimo całkowitej niemal izolacji międzynarodowej, wbrew powszechnym przepowiedniom analityków, polityków, dyplomatów i dziennikarzy nie tylko przetrwał czteroletnią wojnę, ale wciąż  pozostaje czynnikiem, bez którego jakiekolwiek rozwiązanie obecnego konfliktu nie będzie możliwe. Rząd dysponuje dobrze wyposażona armią, która wprawdzie dramatycznie się skurczyła, ale liczy nadal, wraz z rożnymi wspierającymi ją milicjami takimi jak np. Hezbollah, około 200 tysięcy ludzi. Jest to jedyna miejscowa siła dysponująca lotnictwem i ciężką bronią pancerną.

Poprzednia 1234 Następna

Świat

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.