Debaty



Zmieńmy ordynację wyborczą

Sejm| Senat| wybory

włącz czytnik
Zmieńmy ordynację wyborczą
Sejm VII kadencji. Foto: serwis sejm.gov.pl (Krzysztof Białoskórski)

Pora wyciągnąć wnioski z powtarzającej się raz po raz, przy każdych kolejnych wyborach, groźby, że wybory może wygrać partia, która w ogromnej większości społeczeństwa cieszy się fatalną opinią oraz bije wszelkie rekordy powszechnej niechęci i nieufności, partia, której znacznie więcej ludzi nie popiera, niż popiera. 
Dzieje się tak dlatego iż taka partia ma stały sfanatyzowany i zdyscyplinowany elektorat, który niemal w stu procentach głosuje, zaś jej przeciwnicy są rozproszeni między różne opcje i ponad połowa z nich na wybory nie chodzi.  Nie chodzi tu tylko o ostanie wybory, bo podobna sytuacja powtarzała się już kilkakrotnie z udziałem różnych ugrupowań.
Dokładnie to widać w badaniach. Jeśli bada się poparcie dla tego typu partii wśród wszystkich uprawnionych do głosowania, lokuje się ono na przykład na poziomie ok. 20 procent. Jeśli badamy tylko grupę głosującą, przekracza ono przykładowo 30-40 procent lub więcej. Jednocześnie grupa wszystkich wyborców deklarująca niechęć, lub wrogość wobec takiej partii jest niezmiennie większa niż 50 procent, a chwilami sięga nawet 70 procent. Jeszcze lepiej te zależności widać, gdy zestawimy wyniki wyborów z frekwencją.  Czym niższa frekwencja, tym omawiane zjawisko wyraźniejsze.
O co więc chodzi? O to, iż obecnie wielu wyborców chodzi głosować nie dlatego, że chce jakąś partię poprzeć, lecz tylko po to, by inna nie wygrała. W efekcie dostajemy fałszywy i dość przypadkowy obraz poparcia dla pozostałych partii. Powszechnie słyszy się, że wyborcy mają już dosyć głosowania na „mniejsze zło", co zniechęca ich do udziału w głosowaniu. Słyszy się też ludzi mówiących: - Nie mam na kogo głosować, ale muszę, by tamci nie wygrali.
Chcę zaproponować inną ordynację wyborczą, którą nazwałem różnicową. Jest to mój autorski projekt. Ordynacja różnicowa polegałaby na tym, że każdy z wyborców miałby prawo do oddania dwóch głosów - jednego za kimś, a drugiego przeciw komuś. Głos byłby ważny także wtedy, gdy oddałby tylko jeden głos, za lub przeciw. Nie mógłby oddać natomiast dwóch głosów za, ani dwóch głosów przeciw. Nie mógłby oddać także obu głosów (za i przeciw) na tego samego kandydata, ale mógłby oddać je oba na różne nazwiska na tej samej liście, lub na innej liście. Wynik kandydata byłby różnicą głosów za i głosów przeciw.

Co by to dało?

1. Znacznie lepsze odzwierciedlenie preferencji wyborców; 
2. Zniesienie groźby zwycięstwa sił niechcianych przez większość z powodu rozproszenia głosów na inne siły i niskiej frekwencji; 
3. Wyborca mógłby bezpośrednio wyrazić swój sprzeciw wobec kandydata i nie musiałby robić tego za pomocą głosowania na kogo innego, kogo nie koniecznie popiera, albo i całkiem nie zna (głosowanie na „mniejsze zło"); 
4. Trudniej byłoby wygrać wybory za pomocą różnych manipulacji, populizmu, otumanienia i okłamania wyborców. Scena polityczna byłaby spokojniejsza, preferująca ugrupowania poważne, mniej skrajne, ekscentryczne.
Kwestią do rozważenia jest utrzymanie, lub nie, progów wyborczych.

Jak to wygląda w świetle Konstytucji RP? Określają to artykuły 96 i 97:

Art. 96.
Sejm składa się z 460 posłów. 
Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.

Art. 97.
Senat składa się ze 100 senatorów. 
Wybory do Senatu są powszechne, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym.

Natomiast Art.100 p.1 mówi:
Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyborów określa ustawa.

Nie ma więc żadnej przeszkody ze strony Konstytucji by wprowadzić ustawą proponowaną przeze mnie ordynację. Konstytucja mówi bowiem tylko, że głosy maja być traktowane równo i proporcjonalnie. Nie mówi, ile głosów można oddać, ani czy głosuje się za, czy też przeciw. Takie kwestie regulowane są ustawą.

Zaraz podniesie się krzyk, że to zamach na demokrację. Nie ma żadnego zamachu. Proponowane zasady są identyczne dla wszystkich, a nikt nie zmusza polityków do takiego postępowania, które wywołuje u większości odruch odrzucenia.

Debaty

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.