Państwo



Senat rezygnuje

Bogdan Borusewicz| Gintowt-Dziewałtowski| Piotr Stasiński| prawo prasowe| Senat| sprostowanie| TK

włącz czytnik
Senat rezygnuje

Połączone komisje senackie, które 8 maja obradowały nad kontrowersyjnym projektem prawa prasowego, oprotestowanym przez wszystkie dzienniki ogólnopolskie oraz gruntownie skrytykowanym m. in. przez Helsińską Fundację Praw Człowieka wycofały się z pomysłu przymusowej publikacji tzw. odpowiedzi.

Odbyło się to w efekcie pierwszego czytania przygotowanego przez Komisję Ustawodawczą projektu noweli Prawa prasowego. Komisja Ustawodawcza proponowała w nim, by na publikacje w prasie można było reagować wyłącznie w formie odpowiedzi. Odpowiedź taka mogłaby dotyczyć faktów, ale też ocen zawartych w publikacji.

W czasie posiedzenia połączonych komisji poprawki zmierzające do odejścia od instytucji odpowiedzi prasowych i pozostawienia sprostowań jako jedynej formy reakcji na publikacje prasowe zgłosił senator Witold Gintowt-Dziewałtowski (PO). W myśl zaproponowanej przez niego definicji sprostowanie byłoby "rzeczowym i odnoszącym się do faktów oświadczeniem, zawierającym zaprzeczenie lub korektę informacji nieścisłej lub nieprawdziwej zawartej w prasie". Na wysłanie sprostowania byłby miesiąc.

Przewodniczący komisji kultury i środków przekazu Grzegorz Czelej i przewodniczący komisji praw człowieka, praworządności i petycji Michał Seweryński (obaj z PiS) wnioskowali o przełożenie głosowania poprawek na inny termin. Głosami PO wniosek ten został odrzucony.

Obowiązujące wciąż Prawo prasowe przewiduje dwie możliwości: sprostowania i odpowiedzi. Sprostowanie odnosi się do faktów i dotyczy wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej, odpowiedź jest natomiast publikowana "na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym".

W grudniu 2010 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy te nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję musi podejmować sam redaktor naczelny, co stawia go w sytuacji, która "nie jest dla niego przewidywalna". TK uznał, że jest to niekonstytucyjne; termin utraty mocy tych przepisów odroczył do 14 czerwca 2012 r.

Chcąc wykonać wyrok TK, senatorowie zaproponowali, by na publikacje prasowe można było redagować tylko w formie odpowiedzi. Tak jak dziś, miałaby ona być publikowana bezpłatnie i nie mogłaby przekraczać dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy. Mogłaby jednak odnosić się nie - jak dziś - do "stwierdzeń zagrażających dobrom osobistym", ale do "faktów podanych w materiale prasowym" oraz "zawartych w nim ocen".

Z sygnatariuszami prasowego protestu spotkał się marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.
Wicenaczelny "Gazety Wyborczej" Piotr Stasiński powiedział po spotkaniu z Borusewiczem, że wciąż jest pełen obaw. "Uważam, że projekt jest tak obudowany prawniczym językiem i uzasadnieniami, że wskazuje na bardzo istotną intencję przyduszenia prasy za pomocą tych horrendalnych odpowiedzi, które trzeba by drukować w dowolnych w zasadzie ilościach" - dodał.
Jak ocenił, gdyby proponowane rozwiązanie zostało przyjęte, gazety przestałyby być czytane, bo obligatoryjnie musiałyby drukować "olbrzymie ilości dowolnie sformułowanych, często pewnie nonsensownych, ale w gruncie rzeczy bardzo często też interesownych odpowiedzi prasowych".
"Media, które umiały solidarnie w tej sprawie pokazać jedno stanowisko, muszą przeciwko temu walczyć, bo to jest zabijanie instytucji demokratycznych. To jest powodowanie, że prasa stanie się ściekiem, a nie informacyjną agendą, która służy temu, żeby ludzie się lepiej rozeznawali w życiu publicznym" - powiedział.

Poprzednia 12 Następna

Państwo

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.