Publicystyka



Mit emerytury obywatelskiej

Centrum im. Adama Smitha| emerytura obywatelska| OFE| prognozy demograficzne| PSL| składka emerytalna| system emerytalny| Twój Ruch| Waldemar Pawlak| ZUS

włącz czytnik

Drugi problem jest równie poważny. Stosunek liczby emerytów do liczby pracujących będzie znacząco rósł. W 2050 roku według prognoz Komisji Europejskiej na czterech zatrudnionych będzie przypadać trzech potencjalnych emerytów (osób po 67 roku życia). Oznacza to, że składka na emeryturę obywatelską będzie musiała w międzyczasie stopniowo wzrosnąć do dzisiejszych 880 zł. Inaczej nie ma szans na likwidację deficytu w ZUS. Problem ze skłonnością do płacenia takiej daniny będzie więc tylko narastał. O ile można sobie wyobrazić pobieranie od każdego pracującego Polaka 120 zł, o tyle suma 450 zł już dla wielu może być niemożliwym do uniesienia ciężarem. Kwota bez mała dwa razy większa wpędzi zaś mniej wykwalifikowanych pracowników w szarą strefę. Pobieranie składek na zasadzie progresywnej (tak jak dziś) bez wynagradzania osób o wyższych zarobkach większą emeryturą grozi ucieczką od naszego systemu, co w ramach UE staje się coraz łatwiejsze.

Kto na tym zyska?

Emerytura obywatelska nie odpowiada na najważniejsze wyzwania polskiego sytemu emerytalnego. Jeżeli miałaby być na przyzwoitym poziomie, nie rozwiązuje problemu wysokich kosztów pracy, zmniejszając przy tym skłonność społeczeństwa do płacenia składek. Do tego jest nie mniej wrażliwa na demografię niż obecny system. Ulga zaś, jaką miałaby przynieść finansom publicznym, uwarunkowana jest pogwałceniem praw nabytych, na co i tak raczej nikt by się nie zdecydował. Dlaczego zatem tak wiele osób ją popiera?

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.