Publicystyka



Trzeba przywyknąć do myśli o dłuższej pracy, bo to się opłaci

OFE| reforma emerytalna| ZUS

włącz czytnik
Trzeba przywyknąć do myśli o dłuższej pracy, bo to się opłaci
Foto: sxc.hu

Trzeba się przyzwyczaić do myśli, że kwalifikacje zawodowe przeterminują się po 15- 20 latach. I nie mówimy tu o doskonaleniu umiejętności, ale o zdolności całkowitej zmiany zawodu. Przedwczesny emeryt obniża swoje dochody, ale jego rezygnacja z pracy wpływa też na gospodarkę kraju. Maleje wielkość środków, które jako można przeznaczyć na edukację, ochronę zdrowia, drogi – mówi prof. Marek Góra z SGH, jeden z twórców reformy emerytalnej rządu Jerzego Buzka.

Obserwator Finansowy: Przekonuje Pan, że jak najdłuższa praca opłaca się. W jaki sposób?

Prof. Marek Góra: Żyjemy dłużej, w dobrym zdrowiu i nic nie stoi na przeszkodzie, by ludzie po sześćdziesiątce w pełni funkcjonowali w społeczeństwie, i nie byli marginalizowani. A przejście na emeryturę jest formą wykluczenia społecznego. Ponad to, zbyt wczesna, czyli w sile wieku, rezygnacja z aktywności zawodowej jest niekorzystna – tak indywidualnie, jak i dla dobra społecznego. Powoduje, że przedwczesny emeryt, nie tylko obniża swoje osobiste dochody – jego rezygnacja z pracy wpływa też na zmniejszenie tempa wzrostu gospodarczego kraju. Maleje przez to wielkość środków, które jako społeczeństwo możemy przeznaczyć np. na edukację, ochronę zdrowia, rozwój infrastruktury, itp.

To istotne zwłaszcza w Polsce, która w porównaniu, choćby z innymi krajami UE, ma do nadrobienia spore rozwojowe zaległości. Innej możliwości, zniwelowania tych różnic, niż wypracowanie przez obywateli większej zamożności własnej i kraju nie ma. Bez tego Polska pozostanie krajem biednym.

Jak to się dzieje – jest to rzecz dla wielu osób trudna do zrozumienia – że aktywizacja starszych pracowników jest sposobem na poprawę sytuacji na rynku pracy?

Miejsca pracy młodszych i starszych pracowników uzupełniają się, a nie wykluczają. Poza tym koszty emerytury oraz wynagrodzenia tego, który miałby zająć miejsce emeryta mogą okazać się zbyt wysokie, wskutek czego miejsce pracy zostanie zlikwidowane. Stąd też wydłużanie aktywności zawodowej, a nie skłanianie do przejścia na emeryturę osób w wieku 50 plus, jest sposobem na obniżenie bezrobocia w Polsce.

Warto pamiętać, że wcześniejsze emerytury są jedną z przyczyn bezrobocia w naszym kraju. W ostatnich dwóch-trzech dziesięcioleciach przeszła na nie ogromna liczba pracowników. Koszt ich emerytur, poprzez wysokie składki i podatki spada na pracujących. W efekcie powstaje mniej miejsc pracy niż mogłoby powstać a płace netto młodych pracowników są znacząco niższe niż mogłyby być, gdyby wydatki związane z emeryturami były niższe.

Komu służy wydłużanie wieku emerytalnego?

Wszystkim. Obywatel, który pracuje zyskuje własny dochód, przysparzający także środków finansom publicznym. To rozwiązanie korzystne równo dla młodych ludzi, jak i starszych, bo im dłużej aktywne zawodowo są wcześniejsze pokolenia – rodziców i dziadków – tym wyższe są dochody netto z pracy. To z kolei młodym pozwala z większym poczuciem bezpieczeństwa myśleć o wykształceniu i rozwoju, posiadaniu dzieci; nie myślą na przykład o zarobkowej emigracji. W efekcie oni i ich dzieci będą w swoim czasie w stanie efektywniej zapracować na emerytów.

Różne badania mówią, że konieczność wydłużenia okresu aktywności zawodowej będzie wynikać z kurczenia się grupy osób, które będą zdolne i chętne do podjęcia zatrudnienia. Czy tak?

Wynika przede wszystkim z tego, że żyjemy dłużej i dłużej możemy być społecznie aktywni. A dezaktywizacja przed osiągnięciem wieku starczego nie ma sensu. Oczywiście ważne jest również to, by w najbliższych dziesięcioleciach podaż pracy nie spadła. Jeśli mniej ludzi będzie pracować, dobrobyt nie będzie rósł.

Polska, na tle Europy, jest w dobrej sytuacji, bowiem w systemie emerytalnym bodźcem – zachętą jest to, że wysokość emerytury istotnie zwiększa się wraz z opóźnieniem wieku, w którym zaczynamy ją pobierać. Dłuższa praca, to wyższy stan kont emerytalnych (więcej wpłat oraz dłuższe pomnażanie środków). Późniejsze przejście na emeryturę to także statystycznie krótszy okres pobierania świadczenia, a więc wyższe miesięczne wypłaty emerytury. Jednak, ponieważ bodźce tego typu nie wystarczają, konieczne jest ustawowe określenie minimalnego wieku emerytalnego.

Twierdzi Pan, że w Polsce podnoszenie wieku emerytalnego nie będzie służyć dokapitalizowaniu finansów publicznych?

W Polsce, w efekcie reformy emerytalnej pracujący i obowiązkowo ubezpieczeni w ZUS i OFE otrzymają na emeryturze tyle pieniędzy, ile uzbierają na swoich kontach emerytalnych, wraz z ewentualnymi zyskami wypracowanymi przez fundusze. Dzięki temu, system emerytalny nie jest obciążeniem dla finansów publicznych a pozytywne efekty późniejszego przejścia na emeryturę w całości przekładają się na zwiększenie świadczenia emerytalnego.

Czy niezależnie od decyzji polityków i opinii społecznej sytuacja demograficzna oraz ekonomiczna osób w wieku przedemerytalnym wymusi na nich dłuższą pracę?

Jeśli faktycznie wiek emerytalny będzie od przyszłego roku systematycznie podnoszony, da to obywatelom czas na dostosowanie się do dłuższej niż obecnie aktywności zawodowej.

Tempo zmian w dzisiejszym świecie, sposób życia, gusta konsumentów zmieniają się na tyle szybko, że jako pracownicy muszą oni dostosowywać się do tego, wytwarzając dobra atrakcyjne – dla nich samych jako klientów i dla innych. Stąd dzisiejsi nastolatkowie powinni już teraz budować swoje kwalifikacje ze świadomością, że w trakcie życia zawodowego będą musieli zmieniać zawód.

Przekwalifikowywanie się w trakcie życia zawodowego będzie niezbędne, żeby nie zostać wykluczonym z rynku pracy i pozostać aktywnym zawodowo. Niebawem na pytanie „Kim będziesz w przyszłości?” trzeba będzie odpowiadać całe życie. A  pracownik, któremu będzie zależało na zawodowej aktualności, karierze i finansowej satysfakcji będzie musiał znaleźć na to pytanie dwie albo trzy odpowiedzi.

Poszukiwani są pracownicy, których kwalifikacje są przydatne do wytworzenia określonych produktów. Czy wiek nie żadnego znaczenia? Pracodawca nie będzie wybierał młodszego, ale bardziej energicznego pracownika zamiast starszego, mimo że bardziej doświadczonego?

Kłopot z zatrudnianiem czy to młodych czy starszych, jest kłopotem wynikającym ze złej jakości ich kwalifikacji oraz ich niedostosowaniem do potrzeb rynku pracy. Stała aktualizacja kwalifikacji jest wielkim wyzwaniem rozwojowym, którym powinni być zainteresowani sami pracownicy – by znaleźć się w grupie osób o cenionej przez pracodawców wiedzy i umiejętnościach, a co za tym idzie otrzymać za swoją pracę jak najwyższą płacę. Pracodawcy, którzy potrzebują wykwalifikowanych głów i rąk do pracy. A także instytucje publiczne i pozarządowe współorganizujące m.in. system informacji gospodarczej, całościowego kształcenia oraz rynku pracy, zarówno dla utrzymania wysokiego poziomu zatrudnienia, jak i modernizacji gospodarczej.

Rozmawiała Bianka Jaworska (obserwatorfinansowy.pl

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze


Konrad | 13-02-12 18:52
Argumenty prof. Góry , w zestawieniu z obietnicami towarzyszącymi wprowadzaniu OFE (choćby słynne wakacje pod palmami), brzmią mało wiarygodnie.
Po likwidacji wcześniejszych emerytur i wprowadzeniu programu ,,Solidarność pokoleń 50+" bezrobocie wśród osób po 50 roku życia zamiast spaść wzrosło o ponad 6% (dane GUS). Brak możliwości przechodzenia na wcześniejszą emeryturę okazał się korzystny dla finansów państwa, ale spowodował problemy ze znalezieniem pracy osobom 50+. Efektem wprowadzenia ,,gołego" podniesienia wieku będą renty, zasiłki i depresja. A na razie poza hasłem ,,67 lat" rząd nie ma nic do zaproponowania.

Kazimierz | 13-02-12 22:14
Wysokie bezrobocie wśród 50+ to wynik działania kodeksu pracy, który już 4 lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego udziela ochrony pracownikowi zatrudnionemu na umowę o pracę. Pracodawca nie chce, lub nie może ryzykować przymusowego utrzymywania pracownika, gdy np, przyjdzie mu znacznie redukować załogę w okresie dekoniunktury. Woli więc dmuchać na zimne.

boglo | 29-02-12 13:11
Wszystko to jest zwykłym "biciem piany" i usiłowaniem ogłupienia zwykłych ludzi, którzy są już tak skrajnie okiełznani przez "przedstawicieli narodu", że boją się cokolwiek mówić i robić aby ulżyć swojej niedoli. Jeśli ktoś ma dobrą, ciepłą posadkę to może sobie pracować do us....j śmierci, ale niech nie wypowiada się w imieniu "niewolników" ciężko pracujących u "pana businesmana", bo kiedyś ci "niewolnicy" mogą zrzucić jarzmo i wziąć się za tych wszystkich "wybrańców narodu" tak jak kiedyś zrobili to bolszewicy.

Kazimierz | 29-02-12 13:37
@boglo
No nie przesadzajmy z tym "boją się cokolwiek mówić". W końcu boglo pisze całkiem swobodnie i nikt mu ust nie zamyka. Ale skoro uważa się za niewolnika, który chce zrzucić jarzmo, niech sam zostanie przedstawicielem tej zniewolonej części narodu i weźmie sprawy w swoje ręce. Chyba, że rzeczywiście woli to robić jak romantyczni bolszewicy, którzy załatwiali sprawę krótko: strzałem w potylicę. Wtedy - winszuję...

boglo | 29-02-12 15:36
Ja już, na szczęście, nie jestem tym "niewolnikiem", chociaż jeszcze niedawno nim byłem i dlatego znam bardzo dobrze, aż do bólu, los "fizoli". Być może w swojej poprzedniej wypowiedzi niezbyt precyzyjnie i zbyt emocjonalnie określiłem swoje odczucia co do całego zagadnienia pracy i bezrobocia w RP. Oczywiście nie jestem zwolennikiem jakiejkolwiek przemocy. Nie mam też predyspozycji przywódczych i wolę o tym jasno i głośno powiedzieć, niż wzorem niektórych naszych "przywódców" pchać się na świecznik, gdzie nie moje (i chyba nie wszystkich - ich) miejsce. Chciałem tylko przypomnieć czym grozi takie niecne traktowanie zwykłych fizycznych robotników, o których dzisiaj, w aspekcie dyskusji o wydłużeniu wieku emerytalnego - wszyscy jakoś milczą. A przecież praca fizyczna i umysłowa bardzo się różnią. Różnią się też prace fizyczne - jedne wymagają więcej, inne mniej wysiłku fizycznego. Dlaczego nikt ważny o tym nie mówi wyraźnie i wprost? Dlaczego decydenci nie biorą pod uwagę tego w jakim stopniu jest umęczony i "wypalony" człowiek, w zależności od tego jaką pracę i jak długo wykonuje? Chcę tu zaznaczyć - nie można traktować równo wszystkich zawodów. To właśnie należy się chyba ludziom od ich "przywódców".