TK



Kolejka

organizacja sądów| organizacja wymiaru sprawiedliwości| praca sędziego| rozprawa sądowa| sędziowie| transparentność| wokanda| zarządzanie

włącz czytnik
Kolejka
Foto: R. Dziemba, www.miastokolobrzeg.pl

Problem przeciążenia sędziów ilością nakładanych na nich zadań został, o dziwo, dostrzeżony przez media. Na mój ostatni tekst - wprost lub pośrednio - powołało się paru publicystów, w tym z czasopism, których bym o to nigdy nie podejrzewał. I dobrze, bo taki był mój cel - zwrócić uwagę na problem, który od dawna był ignorowany, a nawet bagatelizowany. Na problem tego, że przy takiej ilości spraw nie da się orzekać ani dobrze ani szybko, zaś szans na zwiększenie wydajności praktycznie nie ma. Kto wie, może coś z tego wyniknie?

Kontynuując ten temat chciałbym więc dziś poruszyć inny problem, który pośrednio wiąże się z poprzednio opisanym - długotrwałość postępowań wynikającą z długich odstępów między rozprawami. W rozmowach z tzw. przypadkowym społeczeństwem dowiedziałem się, że najczęstszymi skargami jakie wypowiadane są pod adresem sądu co do sposobu prowadzenia postępowania jest to, że sprawa się toczy i toczy, a kolejne rozprawy są co kilka miesięcy. No cóż, faktycznie tak jest i czasami trudno jest wytłumaczyć w dwóch słowach dlaczego rozprawę odroczoną z powodu braku "zwrotki" albo nieobecności świadka, który wraca za tydzień odroczono na za cztery miesiące zamiast na za miesiąc, albo wręcz na przyszły tydzień, żeby tyle nie czekać. Odpowiedź dla praktyka jest prosta - bo spraw jest tyle, że kolejka wydłużyła się znacznie, a jak ktoś sprawy nie załatwił w wyznaczonym terminie, to musi się ustawić na koniec kolejki. Ważniejsza jest jednak odpowiedź na inne pytanie - jak zlikwidować tę kolejkę, by dany obywatel nie musiał miesiącami czekać na kolejną rozprawę.

Jak można zlikwidować problem długich odstępów miedzy rozprawami? Ano jest tylko jeden sposób - zmniejszyć ilość spraw, którymi sędzia zajmuje się jednocześnie, które jednocześnie ma skierowane na rozprawy. Inaczej się tego zrobić nie da, jeżeli zaś jakiś "ekspert" organizacji pozarządowej albo innej fundacji uważa inaczej to znaczy że ewidentnie nie rozumie przyczyn problemu, który chce naprawić. Tu nie pomoże ani informatyzacja czy elektronizacja, ani utransparentnienie, ani wprowadzenie menedżerskiego sposobu zarządzania czasem, czy jak tam to w aktualnej korpomowie się nazywa. Jeżeli sprawy mają być rozpoznawane rzetelnie, to - przynajmniej w moim wydziale - miesięcznie nie powinno się ich rozpoznawać więcej niż 60-70, a optymalnie powinno być ich 50-60. Na więcej nie ma czasu, bo rozprawa to tylko niewielka część pracy sędziego, co potwierdzi każdy "liniowy" sędzia. Przyjmując więc nawet maksymalne miesięczne obciążenie - 70 spraw - oczywiste się staje, że przy 70 jednocześnie rozpoznawanych sprawach kolejny termin rozprawy przypadnie najwcześniej za miesiąc, przy 140 - za dwa miesiące, przy 210 za trzy miesiące, a przy 280 - za cztery itd. W praktyce terminy te będą nawet dłuższe, bo dochodzą różnego rodzaju "puste" dni, urlopy, szkolenia, dni urzędowo wolne od pracy itp... Ja w tej chwili mam wyznaczone na rozprawy 190 spraw, a termin jak przyjdzie do odraczania to będę mógł zaproponować połowę lutego, czyli za trzy i pół miesiąca. I nie zmieni tego żadne zarządzenie nadzorcze, bo po prostu nie mam wcześniejszych terminów. Owszem teoretycznie mogę wyznaczać sprawy "stare" w odstępach dwumiesięcznych, ale następować to będzie wyłącznie kosztem innych spraw - po prostu będę rezerwował na niektórych sesjach czas na rozpoznanie spraw "starych", a inne będę wyznaczał na odleglejsze terminy. Tyle tylko, że jeżeli spraw tych będzie za dużo, to pojawi się problem typowy dla gospodarki centralnie sterowanej - kolejka osób obsługiwanych bez kolejki.

Poprzednia 1234 Następna

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.