Publicystyka



Krystyna Skarżyńska: Zabiegajmy o osobiste szczęście

cierpienie| diagnoza społeczna| European Value Study| Krystyna Skarżyńska| praktyki religijne| ranking szczęścia| wskaźnik PKB| wspólnota religijna

włącz czytnik

Ekonomiczne wskaźniki rozwoju kraju działają na zagregowane szczęście obywateli tylko do pewnego poziomu. To znaczy przyrost dochodów na poziomie indywidualnym, jak i wyższy wskaźnik PKB w skali całego kraju, wiążą się z większym zadowoleniem z życia obywateli. Ale po przekroczeniu pewnego progu (w 1998 roku była to siła nabywcza jednostki równa 10 tys. dolarów), wzrost PKB już nie podnosi poziomu szczęścia obywateli.

Warto też zauważyć, że związek między dobrobytem materialnym a zadowoleniem z życia na poziomie indywidualnym jest dużo słabszy (najczęściej to korelacja r = 0,10) niż na poziomie porównań międzynarodowych, gdy uwzględnia się zagregowane miary szczęścia. Wtedy korelacja dobrobytu materialnego z subiektywnym dobrostanem waha się od 0,58 do 0,70 (por. badania Dienerów, 1995, czy Ingleharta i Klingemana, 2000 – przyp. ks).

Czyli w pewnym momencie nasycamy się dobrami materialnymi i chcemy więcej, ale czegoś innego, niematerialnego, ulotnego. To zaskakujące?

Nie dla psychologa. Istnieje prawo psychofizjologiczne Webera-Fechnera, które mówi, że przyrost różnego rodzaju bodźca jest zauważalny do pewnego momentu, a potem już nie. Ale ja bym sięgnęła do innego wyjaśnienia, spoza psychofizjologii. Wzrost poziomu materialnego kraju lub przyrost indywidualnej zamożności jest przez ludzi zauważalny wtedy, kiedy ogólny stan ekonomiczny jest tak słaby, że nie pozwala zaspokajać podstawowych potrzeb. Jeśli ludzie nie mają co włożyć do garnka, brakuje im wody, elektryczności, każda poprawa materialnej jakości życia będzie dla nich zauważalną, pozytywną zmianą. A jak będą mieć co jeść, a ich dzieci będą miały dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, to już będzie dla nich szczęście.

A jaka jest rola państwa, rządów, w zwiększaniu naszego Szczęścia Narodowego Brutto? W jednym z badań analizujących dobrostan Polaków pisze pani profesor, że subiektywne poczucie satysfakcji życiowej opiera się o wiarę w sprawiedliwość systemu.

Rzeczywiście, gdy ludzie uważają, że kraj, w którym żyją, jest dobrze zarządzany i że system kieruje się akceptowanymi przez nich zasadami moralnymi, wzrasta subiektywne zadowolenie z życia. Moralna legitymizacja społeczno-politycznego status quo, czyli uznanie, że państwo i jego instytucje działają sprawiedliwie, respektowane jest prawo, a polityka służy ludziom – pozytywnie koreluje z poczuciem szczęścia. I to niezależnie, czy ktoś jest bardziej lub mniej zamożny. Uznanie systemu za sprawiedliwy daje obywatelom poczucie wpływu na rzeczywistość, przewidywalność efektów własnych działań, czyli poczucie kontroli.

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.