Świat



L. Kerymov: Trudne wybory Tatarów krymskich

Bakczysaraj| demokracja partycypacyjna| Krymn| kurułtaj| Lenur Kerymov| medżlis| Putin| Rosja| Rosjanie| Tatarzy Krymscy

włącz czytnik
L. Kerymov: Trudne wybory Tatarów krymskich
Bakczysaraj, meczet i Muzeum Hansaray. Foto S. Klymenko, Wikipedia.org

W XX wieku Tatarzy krymscy dwa razy musieli zaczynać „od zera”. W 1944 roku, kiedy z dnia na dzień pozbawiono nas dorobku pokoleń i wyrzucono do Uzbekistanu i w latach 90., kiedy w warunkach hiperinflacji wróciliśmy na Półwysep z pustymi rękoma. Dlatego cenimy sobie tę kruchą stabilizację.
Z Lenurem Kerymovem, Tatarem krymskim, prawnikiem z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, rozmawia Stanisław Zakroczymski.

Jaki jest stosunek Tatarów krymskich do aktualnych wydarzeń na Półwyspie?

Jednoznaczny. Został wyrażony w stanowisku medżlisu, naszego quasi-parlementu reprezentującego całą społeczność tatarską na Krymie. Jesteśmy za niepodzielnością terytorium Ukrainy. Taki pogląd wyrażamy zresztą od początku niepodległości Ukrainy. Zawsze sympatyzowaliśmy też z partiami dążącymi do integracji z Unią Europejską, to jest wybór strategiczny.

Obawiacie się Rosji?

Tatarzy krymscy muszą być pełni obaw. Wynika to z naszych złych doświadczeń historycznych z Imperium Rosyjskim, a potem ZSRR. Państwa te realizowały konsekwentnie politykę eliminacji Tatarów z Krymu, zakończoną brutalną akcją Stalina z 1944 roku, w czasie której połowa Tatarów zginęła, a druga połowa znalazła się w Uzbekistanie. Jest więc zrozumiała i głęboka niechęć do państwa rosyjskiego.

Jak dzisiaj żyje się Tatarom na Krymie?

Żeby opowiedzieć o ich dzisiejszej kondycji trzeba pamiętać o tym, że moi rodacy w ciągu półwiecza dwa razy musieli zaczynać od zera. W 1944 odebrano Tatarom wszystko: ziemię, zwierzęta, dobytek dziesiątek pokoleń. Wyrzucono cały naród do Uzbekistanu, gdzie trzeba było zaczynać od baraków i ziemianek. Potem pokolenia moich dziadków i rodziców walczyły, aby przetrwać w tych warunkach i dźwignąć się ekonomicznie. Tej drugiej generacji się udało, gdyż bardzo wielu Tatarów mieszkało i pracowało w wielkich radzieckich ośrodkach przemysłowych. Powodziło im się nieźle, stać ich było na domy, samochody, podczas gdy na Krymie warunki życia były znacznie słabsze. Ci, którzy zdążyli sprzedać swój dobytek i wrócić w latach 1988-1992, zdążyli więc przeważnie kupić na półwyspie dom i jakoś się ustatkować. Natomiast większość, która wracała w późniejszych latach dziewięćdziesiątych, czasach inflacji i kryzysu, dobytek w Azji sprzedawała za bezcen, aby starczyło na podróż. Uzbekistan potoczył się na dno, a na Krymie szybko urosły ceny nieruchomości. Teraz już nie ma właściwie żadnej szansy, by ktoś powrócił, a pozostało tam ponad 100 tysięcy naszych rodaków. Dorobek dwóch pokoleń został więc znów zresetowany. Na Krymie trzeba było zacząć od zera, często znów od ziemianek i baraków. Zrozumiałe jest także, że Tatarzy w żaden sposób nie skorzystali z dzikiej prywatyzacji. To był czas, kiedy sukcesem był sam powrót i zdobycie jakichkolwiek warunków bytowych, podczas gdy wielu Rosjan czy Ukraińców mogło liczyć na budowę kapitału. Tatarom zaś nie przyznano nawet grosza rekompensacji za odebrane majątki.

Poprzednia 1234 Następna

Świat

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.