TK



Był sobie świadek...

kamienica| operat| podpis| prawo cywilne| świadek| wspólnota mieszkaniowa

włącz czytnik

- Dlaczego Y miałby tak postąpić? – pyta sędzia.

- Nie wiem. Mam swoje zdanie na ten temat, ale to przypuszczenia, a nie fakty.

- To proszę się podzielić przypuszczeniami.

Myślę: Tego się nie spodziewałam. Opinia jest trudniejsza do wyłożenia, niż te kilka faktów, a na dodatek wymagałaby, dla swojego uzasadnienia szerszego opisania tła sprawy. Zacukałam się: podać opinię, czy najpierw całe tło, które ją uzasadnia? Przypominam sobie jednak, co mówili sędziowie cywiliści: że chcą pytać o okoliczności towarzyszące, bo to umieszcza sprawę w kontekście. To im bardzo pomaga i czują się niekomfortowo, kiedy nie mają na to czasu, bo wokanda goni. Na tej wokandzie jest czas: to ostatnia rozprawa tego dnia. Z szacunkiem patrzę na sędziego: chce szukać prawdy posuwając się śladem opinii świadków, bo a nuż mu coś podsuną. Sama opinia świadka nie jest dowodem, ale może nakierować na coś, co trzeba w sprawie zbadać. Ponadto widzę, że sędzia wacha się, czy jestem wiarygodna. Chce to przetestować, słuchając, jaką opinię zbudowałam i czy potrafię ją uzasadnić. Na marginesie dostrzegam, że nie odpowiada mu mój głos. Wielu osobom nie odpowiada, bo jest donośny i przez to konfrontacyjny. Żebym nawet poprosiła o dwa kilo jabłek na targu, to brzmi to prawie jakbym wszczynała awanturę. To nie sprzyja wiarygodności. A szkoda, bo z wiekiem moje opinie są coraz bardzie wyważone. Można powiedzieć, że mam teraz bardzo „kubistyczne” spojrzenie na sprawy, czyli uwzględniające więcej perspektyw patrzenia na sprawę.

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.