Publicystyka



W labiryncie demokracji – z teorii w praktykę

Arystoteles| deliberatywna demokracja| demokracja| demokracja socjalistyczna| Edward Łukawer| Leszek Kołakowski| Manifest Komunistyczny| Radosław Markowski

włącz czytnik
W labiryncie demokracji – z teorii w praktykę

Demokracja jest przeciwko naturze

Leszek Kołakowski[1]

Wstęp

W 2014 roku Instytut Obywatelski wydał książkę profesora Radosława Markowskiego DEMOKRACJA i demokratyczne innowacje, Z teorią w praktyce.

Autor dowodnie wskazuje, że jak zwykle – od ponad 2500 lat – mamy do czynienia z niekończącymi się kłopotami z demokracją. Ponad 30 lat temu recenzent mojej rozprawy doktorskiej „Racjonalność w gospodarce centralnie planowanej” nieżyjący już profesor Edward Łukawer kończył swoją opinię o mojej pracy zdaniem „Recenzent ma tę brzydką właściwość, że mimo woli stara się pokazać, jak on by recenzowaną pracę napisał. Zdaję sobie sprawę, ze nie jestem tej cechy pozbawiony”. Podobnie jest ze mną – muszę wykazać się niezwykle silną wolą, żeby powstrzymać się od „pisania” o demokracji od nowa, od siebie.

Przywołana praca Radosława Markowskiego jest jednak interesująca z wielu różnych powodów. Jednym z ważniejszych jest fakt, iż autor zdaje nam sprawę, z jakimi problemami mierzą się badacze amerykańskich nauk społecznych i politycznych, a bardziej prawidłowo nauk behawioralnych, gdy przychodzi im zmagać się z „demokracją samą w sobie” jako szczególnym sposobem sprawowania władzy rządzących nad rządzonymi i kontroli społecznej tych ostatnich nad tymi pierwszymi.   

 Owe wady demokracji mają swoje źródło przede wszystkim w teorii. I tu pełna konsternacja – profesor Markowski zupełnie świadomie odżegnuje się od klasycznej, greckiej formuły demokracji – powiadając o niej, że jest naiwna. Nie posądzam Markowskiego o zupełną nieznajomość starożytnej historii Europy, a Grecji w szczególności. Natomiast posądzam go o szczególną formę naśladownictwa takiej amerykańskiej postawy badawczej, wedle której świat istnieje od Ojców Założycieli, a zatem wszystko co było przed tym – nie istnieje. Nie istnieje filozofia starożytnej Grecji – nie istnieje europejska, grecka tradycja myśli naukowej i wywodząca się z niej logika myślenia naukowego. I nie istnieje pojęcie greckiej demokracji.

Ja tylko dla porządku myśli i przypomnienia, wchodząc zatem w dyskurs o demokracji odwołam się jednak do owej naiwnej greckiej formuły demokracji z przed 2500 lat.  W Księdze drugiej Wojen peloponeskich Tukidydesa znajdujemy słynną przemowę Peryklesa nad mogiłami żołnierzy poległych w obronie Aten. Perykles powiada „ Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli, […] W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu prawa; […]W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności.[…] Kierując się wyrozumiałością w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu publicznym; jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom.”[2] [Tukidydes, 1957]. Od tego czasu, niezmiennymi są owe podstawowe Peryklejskie cechy ustroju demokratycznego: - rządy większości; - równość wobec prawa; - zasada wolności; - wyrozumiałość w życiu prywatnym; - posłuszeństwo wobec władzy i praw, pisanych i niepisanych.

Poprzednia 1234 Następna

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.