TK



Na wokandzie: Kierunek - obywatel

amicus curiae| autorytet| nezawisłość sędziowska| NGO's| sędziowie| Trzecia władza| wymiar sprawiedliwości| władza sądownicza

włącz czytnik

Ostatnim przykładem takiego działania jest debata nad pomysłem przekazania nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi Pierwszemu Prezesowi Sądu Najwyższego. Pomimo, że postulat ten co najmniej od kilku lat znajduje się w agendzie środowiska sędziowskiego, nie poświęcono wiele uwagi temu, by przeanalizować możliwe korzyści i koszty płynące z jego realizacji. I nie mam tu na myśli sędziów, a właśnie społeczeństwo. To ono jest podmiotem, w imieniu i w interesie którego nadzór nad sądami jest sprawowany. Nikt się nie zastanawia, czy nadzór Pierwszego Prezesa byłby skuteczny, jaką miałby legitymację społeczną, w jaki sposób obywatele mogliby realizować wobec niego swoją władzę nadrzędną. Wiara, że sama zmiana regulacji na „lepsze” wystarczy do tego, by rzeczywistość także stała się lepsza, jest powszechnie krytykowaną cechą polityków. Nie pasuje do sędziów, którzy przecież na co dzień muszą borykać się z owocami takiego „magicznego myślenia” ustawodawcy.

Doświadczony działacz społeczny w obszarze wymiaru sprawiedliwości zwrócił mi niedawno uwagę, że nikt w środowisku sędziowskim nie pokusił się nawet o analizę tego, dlaczego Węgry, które jako jedyny kraj w Europie zdecydował się całościowo oddać sądy powszechne pod skrzydła Sądu Najwyższego, szybko się z tego wycofały. Wysiłek zwolenników wprowadzenia podobnego rozwiązania w Polsce wydaje się ograniczać do wytykania wad obecnego systemu, z ostrzem krytyki skierowanym w jego rzekomą niekonstytucyjność. Na marginesie zauważmy, że gdyby politycy lub inni „laicy” stale podnosili niekonstytucyjność rozwiązania, co do którego Trybunał Konstytucyjny kilkukrotnie wyraził brak zastrzeżeń, z pewnością mogliby liczyć na ostrą krytykę za podważanie autorytetu władzy sądowniczej.

Jaki z tej dyskusji płynie komunikat do społeczeństwa? Ano taki, że „sędziowie chcą zwiększyć swój zakres niezależności i władzy”. Nie wiadomo przy tym, co obywatel miałby otrzymać w zamian.

Wizerunek, czyli autorytet

Do trwałego zwiększenia niezależności sądów potrzebujemy zwiększenia ich autorytetu społecznego. Społeczeństwo świadome roli niezależnego sądownictwa jest w systemie demokratycznym najlepszym gwarantem równowagi władz. Dopóki Polacy nie będą powszechnie ufać, że sędziowie przedkładają interes społeczny nad interes swojej grupy zawodowej, że są kompetentni, sprawiedliwi i niezawiśli w wyrokach, dopóty będą odczuwać potrzebę zwiększenia nadzoru zewnętrznego nad pracą sądów. To naturalne. Oczywiście, nadzieja, że nadzór administracyjny zapewni lepsze sądzenie, może być złudna, ale niczego innego Polakom się nie proponuje. Mając do wyboru: „sądokracja” albo „przykręcanie śruby”, społeczeństwo wybierze to drugie, gdyż w naszym ustroju łatwiej obywatelom „odwołać” ministra niż sędziego.

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.