TK



UE w walce z kryzysem, czyli jak legalność wypiera legitymizację

EMS| Komisja Europejska| kryzys| Lehman Brothers| pakt fiskalny| Parlament Europejski| traktat lizboński| Unia Europejska

włącz czytnik

Na pierwszy rzut oka większość „antykryzysowych“ postępowań legislacyjnych respektowała tendencję ostatnich mniej więcej dwudziestu lat. Zgodnie z nią preferowano przyjmowanie wtórnego prawa UE w drodze współdecydowania (zwykłej procedury ustawodawczej), a zatem z udziałem Rady i przede wszystkim Parlamentu Europejskiego. W praktyce sytuacja bywała jednak zasadniczo inna. Nie tylko współdecydowanie nie było jedyną drogą uchwalania norm prawnych i było to widać również w reakcji UE na kryzys, ale sama ta procedura w traktatach jest zdefiniowana w sposób tak nieostry[9], że umożliwia relatywnie bezproblemowe dostosowanie się do warunków i/lub potrzeb zainteresowanych instytucji. Warto dodać, że Traktat z Maastricht włączył do procesu ustawodawczego Parlament Europejski, jedyną bezpośrednio wybieraną instytucję UE również po to, by doszło do wzmocnienia debaty o poszczególnych projektach, nawet jeżeli cały proces decyzyjny miał trwać dłużej niż dotychczasowa procedura współpracy (Tsebelis, Garrett 1997).

Problem tkwi w tym, że do zakończenia pierwszego czytania w Parlamencie Europejskim i Radzie żadna z instytucji nie jest związana przez prawo pierwotne UE jakimikolwiek obowiązującymi terminami. Współdecydowanie może więc przebiegać w ramach tylko jednego czytania. Z praktycznego punktu widzenia ma to dwie podstawowe konsekwencje. Zainteresowane instytucje:
1.mogą wychodzić od własnych regulaminów obrad, które nowelizują w zależności przede wszystkim od zmian prawa pierwotnego UE (por. Benčová 2007);
2. mają możliwość wyraźnego skrócenia odpowiedniego procesu legislacyjnego (por. Wspólna deklaracja w sprawie praktycznych zasad dotyczących stosowania procedury współdecydowania 2007).

Zwłaszcza ten drugi czynnik w praktyce oddziałuje często (por. European Commission 2009b). Standardowa kolejność poszczególnych faz współdecydowania jest więc formalnie zachowana[10], jednak przedstawiciele Parlamentu Europejskiego z zasady nieformalnie starają się osiągnąć kompromis z Radą już w pierwszym czytaniu. W tym celu przyspieszają przedstawienie sprawozdania na temat projektu[11]. Na jego podstawie prowadzą negocjacje nie tylko ze swoimi kolegami w Parlamencie, ale również z reprezentantami Rady. W ten sposób można osiągnąć stan, w którym rezultat pierwszego czytania w Parlamencie będzie w maksymalnym stopniu odpowiadał rezultatowi pierwszego czytania w Radzie i ostateczna wersja aktu prawnego będzie mogła być przyjęta szybciej, w jednym czytaniu.

Argumentem za tego typu postępowaniem jest zazwyczaj konstatacja, że debata na temat projektów w rzeczywistości i tak ma miejsce, w dodatku na niższych, a zatem bardziej „fachowych“, szczeblach instytucjonalnych (w komisjach, grupach roboczych itp.). Całkowity czas w jakim przyjmuje się takie projekty nie różni się jakoby wyraźnie od czasu przyjmowania projektów w drodze procedury współdecydowania, w której ma miejsce drugie czytanie, a nawet postępowanie pojednawcze (por. Parlament Europejski 2009; European Commission 2009b). Nic jednak automatycznie nie gwarantuje, że ostatecznie uchwalona norma prawna będzie pod każdym względem wyższej jakości[12]. Dlatego też ciągle aktualna jest obserwacja, że z merytorycznego punktu widzenia w unijnym procesie decyzyjnym kluczowe znaczenie mają jego niedoceniane wczesne fazy (por. Wallace, Pollack, Young 2010: 70–89). Co więcej, widać, że za sprawą skrócenia procedura współdecydowania traci większą część swojego uzasadnienia. Cały proces staje się szybki i zamknięty, w miejsce otwartej dla publiczności dokładnej oceny wszystkich za i przeciw przedstawionego projektu (w Radzie, ale przede wszystkim w Parlamencie Europejskim). Wszystko to paradoksalnie w momencie, kiedy ciągle obowiązuje Traktat z Lizbony, a Parlament ma największe w swojej dotychczasowej historii kompetencje, zaś prawo pierwotne UE gwarantuje większy udział w decydowaniu podmiotom znajdującym się poza podstawową strukturą instytucjonalną UE, takim jak wymienieni explicite obywatele i parlamenty narodowe[13].

Świat

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.