TK



UE w walce z kryzysem, czyli jak legalność wypiera legitymizację

EMS| Komisja Europejska| kryzys| Lehman Brothers| pakt fiskalny| Parlament Europejski| traktat lizboński| Unia Europejska

włącz czytnik

Jak już wspomniałem w UE tylko trzy instytucje mają liczący się udział w tworzeniu prawa – Komisja, Rada i Parlament Europejski. Od Komisji, która reprezentuje ponadnarodowy tryb rządzenia par excellence, nie należy oczekiwać jakichkolwiek zmian. Z małymi wyjątkami to właśnie Komisja ma prawo przedkładać projekty legislacyjne, co do zasady ma także udział w ich uchwalaniu – albo bezpośrednio na podstawie swoich kompetencji[15], albo „moderując“ proces ustawodawczy w Radzie i/lub Parlamencie. Co więcej, Komisja „stoi na straży“ unijnego prawa, co mówiąc po prostu oznacza, że może przed Trybunał Sprawiedliwości UE pozywać za niewypełnianie obowiązków, najczęściej państwa członkowskie UE (por. Fiala, Pitrová 2009: 291). W sytuacji zatem, gdy (wykonawcza) pozycja Komisji w dużej mierze zależy od ustawodawstwa, naiwnością byłoby oczekiwać, że właśnie ta instytucja będzie z zapałem zabiegać o jego ograniczenie. Zwłaszcza, że realnie przed nikim nie odpowiada, a projekty legislacyjne co do formy i treści może tworzyć właściwie według własnego uznania[16]. Pokazały to zresztą również projekty „antykryzysowe“, które w większości używały przepisów bezpośrednio wiążących i bezpośrednio stosowalnych wywiedzionych z zasady rynku wewnętrznego, powszechnie akceptowanej, ale bardzo mgliście zdefiniowanej w prawie pierwotnym UE (por. Břicháček 2012a)[17].

Jeśli idzie o Parlament Europejski, to konstatacja może być taka sama, jak w przypadku Komisji, choć na jego pozycję mają wpływ inne czynniki. Najważniejsza jest okoliczność, że jako instytucja czuł się historycznie pokrzywdzony tym, że został stworzony jako swego rodzaju instytucja uzupełniająca między ściśle ponadnarodową Komisją i międzyrządową Radą. Miał przy tym reprezentować mało uchwytny „lud europejski“ (do roku 1979 w dodatku pośrednio, poprzez delegatów z parlamentów narodowych) i wykonywać tylko ograniczone kompetencje kontrolne. Dlatego też natychmiast po swoim powstaniu był zmuszony emancypować się i robi to do dzisiaj. Dobrze to widać we wzroście jego kompetencji, zwłaszcza w zakresie przyjmowania ustawodawstwa[18]. Skutkiem tego procesu emancypacji, oprócz nominalnego wzmocnienia instytucji, było wytworzenie się specyficznej mentalności, która polega na tym, że Parlament większość swych wysiłków koncentruje na formalnej stronie działalności i trosce o samego siebie. Jak już wyżej wspomniano, celem środków „antykryzysowych“ było jak najszybsze dostarczenie namacalnych „rozwiązań“, wszystko jedno jakich – i do Parlamentu Europejskiego odnosi się to bez reszty.

Świat

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.