Publicystyka



Korupcja – historia naturalna

agent Tomek| CBA| demokracja| gmina| korupcja| PRL| samorządy terytorialne| wójt| wybory samorządowe

włącz czytnik

W Polsce jest ok 2400 gmin, może…na moje poczucie rzeczywistości, 400 to absolutnie nie dotyczy. Reszta to katastrofa. Organizacji opozycyjnych nie ma, lokalna prasa ciężko stęka w ramionach samorządu i nie jest w stanie przeciwstawić się wójtowi. W ostatnich czy przedostatnich “Wysokich Obcasach” list kobiety, która mimo wysokich kwalifikacji przegrała konkurs na stanowisko szefa działu rozwoju gminy z kimś bez studiów, bez języka, bez kwalifikacji ale za to silnie urodzinnionego w lokalnej śmietance. Jak ten ktoś, co wygrał konkurs na etat, będzie teraz pisało aplikacje do Komisji Europejskiej? To nie jest problem tylko tej Pani, ani tylko tej gminy. To jest wyraz przekonania jakiegoś wójta, że “jakoś to będzie”. To jest też wymiar strachu wójta przed dopuszczeniem obcej osoby na swój dwór. To jest ogólnopolska paranoja hamująca rozwój.

W SO – jak najsłuszniej, co jakiś czas (oby jak najczęściej) różni autorzy informują o wspaniałych osiągnięciach polskich studentów, uczonych, polskich technologii, polskich inicjatywach; tylko, pozwolę się posłużyć analogią…to tak, jak wyhodowanie wspaniałej odmiany rośliny – szansy na coś wielkiego, tylko potem nie ma gleby w której można by temu czemuś zapewnić warunki rozwoju. Bo glebę powinny przygotować samorządy, a one nawet nie starają się dowiedzieć z czego się składa ani jak to się robi a jeśli ktoś z zewnątrz chce pomóc, to przeszkadza.

To jest korupcja, która dławi wszystko, a która toczy naszą rzeczywistość z dala od parlamentu, prasy, CBA.

Bo jestem przekonany, że gdyby CBA za pomocą środków wydanych na agenta Tomka, ganiającego z kutasiną po prośbie służbowym ferrari za jakąś posłanką w celu nakłonienia jej do wzięcia łapówki, przetrząsnęła kilkanaście samorządów, w których po konkursach, w wydziałach rozstrzygających o poziomie życia mieszkańców, pracują osoby bez kwalifikacji i nadała temu odpowiednią oprawę medialną, jak ma to w zwyczaju, to efekt w innych samorządach, byłby widoczny. Bo lokalni, skorumpowani politycy przestaliby się czuć bezpiecznie. Dzisiaj widzę, po latach użerania się w tych środowiskach, że takie hasła jak: współpraca, partycypacja, dobro wspólne, poczucie odpowiedzialności mniejszą mają moc niż ewentualny strach który byłby udziałem aroganckiego starosty czy wójta przy podejmowaniu decyzji personalnych. Jeśli nie procedury, to strach by wówczas zmusił do prowadzenia w samorządach debat, dyskusji, korzystania ze specjalistów. Dzisiaj w każdej sprawie wójt czy starosta wiedzą najlepiej, więc i pytać nie muszą.

Publicystyka

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze

Brak komentarzy.