Świat



Ukraina: analogie i ich brak, czyli czarno to widzę

Chiny| Deng Xiaoping| Jan Józef Lipski| Lech Wałęsa| Putin| Rosja| Solidarność| Tienanmen| Ukraina| Wiktor Janukowycz| WZZ

włącz czytnik

Drugim filarem były WZZ. W wolnych związkach zawodowych postawiono na postulaty ekonomiczne i pracownicze. To znów pozwoliło na udział wszystkich środowisk politycznych, Był Wałęsa, był Wyszkowski, doradzali i Mazowiecki i Olszewski.

Pragnę przypomnieć (między innymi Kaczyńskiemu i Dudzie, którzy „domagają się realizacji Porozumień Gdańskich z 1980 r.), że strajki „Solidarności" w 1980 r. nie zaowocowały ani zmianą ustroju, ani zniesieniem cenzury, ani wolnymi wyborami. Gdyby dziś chcieć „realizować Porozumienia Gdańskie", trzeba by zlikwidować demokrację, przywrócić cenzurę i wprowadzić kartki na mięso.

Ale właśnie, w tym tkwiła wbrew pozorom siła „Solidarności" i wcześniej WZZ. Po pierwsze, nie stawiano żądań nierealnych. Po drugie, nie wyprowadzano ludzi na ulice, gdzie, jak wcześniej, łatwo było ich wystrzelać lub rozgonić. Strajkowano na ternie zakładów pracy i wyłoniono silne, rzeczywiste przywództwo wokół akceptowalnego dla wszystkich programu. Czas na zmiany ustrojowe przyszedł dopiero po przełomie 1989 roku.

Polska opozycja, w przeciwieństwie do obecnej ukraińskiej, nauczyła się, na jakie postulaty jest (i kiedy) pora, nie walczyła z wiatrakami, nie żądała gruszek na wierzbie.

Opozycja ukraińska jest słaba, choć szumna, bo tego wszystkiego nie zrozumiała. Władza zawsze ma więcej karabinów i zawsze ma czas. Samo tkwienie na Majdanie do niczego nie prowadzi. Kierownictwo, zlepek skrajnych narodowców, demokratów i socjalistów, któremu nie wierzy nie tylko połowa narodu ale i znaczna część Majdanu, jest bardzo słabe i nie ma jasnego planu, co dalej. Dlatego, jak napisałem na wstępie, czarno to widzę.

A czy są nadzieje? Teoretycznie są, jeśli bunt osiągnie znacznie większe, niż obecnie, rozmiary, jeśli przekształci się w strajk powszechny, jeśli zbuntuje się armia. Obawiam się jednak, że mało to realne. A wojna domowa? Mamy przykład Libii i Syrii, aby daleko nie szukać (choćby w Rosji 1817 roku). Jeśli ma być podobnie, to już lepszy od tego Janukowycz.
kontrateksty.pl

Poprzednia 123 Następna

Świat

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

 
 
 

Załączniki

Brak załączników do artykułu.

 
 
 

Komentarze


Obserwator 1 | 03-02-14 10:00
Mówienie o analogiach między PRL-owskimi działaniami opozycyjnymi wobec systemu autorytarnego i ówczesnego państwa a tym co się dzieje dziś w Ukrainie, choć może brzmi efektownie, nie bardzo ma sens. Albo w ogóle nie ma sensu... Ukraina w roku 2013/14, a szerzej świat i Europa współczesna a sytuacja polska sprzed 1989 to rzeczywistości prawie nie porównywalne. Zupełnie jest inny kontekst kulturowy o politycznym nie wspominajac... Polacy w XX wieku nigdy nie byli poddani tak zmasowanym działaniom sowietyzacyjnym i rusyfikacyjnym jak Ukraińcy, nie doświadczyli takiej opresji. Nigdy z taką determinacją nie musieli upominać się o swoją tożsamość. To różnica ponad czasowa. Zupełnie jest inna natura i charakter rewolucji ukraińskiej niż to wszystko co było udziałem polskiego społeczeństwa po II wojnie światowej. W zasadzie można by skończyć tę uwagę, przypominając jedynie, że czasy współczesne z otwartą globalną komunikacją medialną (dziś siedząc w domu w Warszawie, Nowym Yorku czy Kijowie ma się wszechstronny dostęp do informacji bezpośredniej, jeszcze większe możliwości daje internet itd) to rzeczywistość o której nam się w latach choćby 80-tych, nawet nie śniło...
Analogię widze w zupełnie płaszczyźnie... Czytając niektóre z polskich relacji nt "nacjonalistów i banderowców na Majdanie", którzy jakoby stanowią zagrożenie dla świata (i podobno Polski) jako żywo przypomina mi sie propaganda sowieckia z tamtych czasów, np podczas "karnawału solidarności". Pojawiał się wówczas w środowiskach dzaiłaczy Solidarności dziennikarz sowiecki niejaki Jurij Andronow, zaprzyjaźniał się ludźmi , słuchał uważnie, wydawało siuę że wiele z naszych ówczesnych celów rozumie.., a bardzo nam zależało żeby dodatkowo nie robić sobie wrogów w ZSRR Ale jakie było zaskoczenie gdy po kilku dniach "prawdy" Andronowa wracały jak rykoszetem odbite, jako relacje prasowe z Rosji, bardzo podobne do niekórych relacji, co gorzej wyrobionych polskich dziennikarzy z Majdamu... Andronow opisywał nas jako nacjonalistów polskich,+ faszystów, korzystających z pomocy odwetowców zachodnioniemieckich o mackach CIA nie wspominając. Natychmiast odzywały się różne sowieckie autorytety mówiące o polskich zagrożeniu... Podobnie dziś mamy z naszymi "autorytetami " (ks. Isakowicz-Zalewski, Waldemar łysiak i paru innych), które ostrzegają przed UPA, która z Majdanu w Kijowie natychmiast ruszy odbierać nam Przemyśl i coś tam jeszcze. Ostrzegają, że Oleg Tiahnybok, niczem w 1943 roku na Wołyniu Stepan Bandera (który siedział w w tym czasie w izolacji w KL Sachsenhausen) urządzi nam drugi Wołyń... Analogie absurdów są ponadczasowe... Autorzy tych bredni, jak słąwetny dziennikarz radziecki, niczego nie rozumieją, są ignorantami często nie mający pojęcia o dzisiejszej Ukrainie...